Głos w sprawie turystyki w Polsce

Wczoraj słyszałem w Waszym Radio ciekawą audycję na temat turystyki "importowej" w naszym kraju. Chciałem zabrać głos w tej sprawie choć domyślam się, że pewnie już na to za późno, ale jako aktywista ekologiczny spróbuję przynajmniej redakcji uświadomić pewne fakty.

Z Waszego Programu można było odnieść wrażenie, że w kraju jest źle, bo nie ma jak dojechać, nie ma hoteli, restauracji i infrastruktury turystycznej. Takie przeświadczenie (nie tylko odnośnie turystyki) wciskają społeczeństwu telewizyjni spece od liberalnej propagandy. Co wcale nie oznacza, że tak właśnie jest.

Prawdą jest, że zachodni turysta jest przyzwyczajony do jeżdżenia po Autobahn, którą zawsze ma tuż za rogiem i swoim bumbumem może dojechać na najwyższe szczyty Alp. Przyzwyczajony jest do tych samych barów szybkiej obsługi, pięciogwiazdkowych hoteli oraz atrakcji związanych ze sportami ekstremalnymi, lunaparkami itp. Drugą prawdą jest, że wszystkie owe autostrady, stoki narciarskie, wyciągi, lunaparki zajmują bardzo dużo miejsca i wyjątkowo niekorzystnie wpływają na miejscowe środowisko przyrodnicze. Jak wiadomo z toku dyskusji w Waszej audycji podstawowym atutem Polaków są łąki, lasy i naturalne rzeki (czyli nieuregulowana Wisła, Bug, San). Atrakcją w tym przypadku może być już możliwość spotkania łosia, dzika, jelenia czy dużego drapieżnego ptaka co nie jest u nas trudne. Jednakże budując wszystkie te autostrady, infrastrukturę dla turystów "cywilizowanych", regulując rzeki (tak jak na zachodzie) i europeizując nasze rolnictwo automatycznie pozbawiamy się wszystkich tych atutów. Nie jest sztuką zaprzedanie wartości przyrodniczo-krajobazowych przez zniszczenie w ciągu dziesięciu lat, ale takie z nich trwałe korzystanie, żeby jak najmniej zaszkodzić. Padały mądre słowa agroturystyka, ekoturystyka, rolnictwo ekologiczne właśnie to są nasze szanse skutecznie zatracane dzięki działalności Włodarzy Polskich i tych czołowych, i tych lokalnych, co ciekawe w związku z przygotowaniami do członkostwa w Unii. Oczywiście jest nam potrzebna lepsza jakość (nie ilość) dróg, ale przede wszystkim trzeba postawić na transport zbiorowy kolej, autobusy, rowery. Tymczasem dotacje do prywatnych autostrad są kilkadziesiąt razy wyższe niż do państwowych kolei (jak zatem PKP ma nie być deficytowa). Jest nam potrzebna baza turystyczna, ale nie ta wielopiętrowa, wielogwiazdkowa, szerokoaswaltowa, zjazdonarciarska, ale przede wszystkim nastawiona na turystę pieszego, rowerowego, agroturystę czyli dobrze rozwinięta sieć gospodarstw ekoagroturystycznych, prawidłowo i nie wszędzie wyznaczone szlaki, planowanie przestrzeni uwzględniające potrzebę zachowania piękna krajobrazu i ochrony przyrody, baza sprzętowa dla turystów np. wodnych, rowerowych, narciarskobiegowych, dobra informacja turystyczna foldery, przewodniki itp. Jeżeli zachodni turysta na śniadanie zje twarogu ze śmietaną zamiast SuperMcBurgera, 20 km lasu przebędzie pieszo lub rowerem zamiast samochodem i nie w każdej knajpie znajdzie telewizor z MTV-non stop to może mu się nic nie stanie, a nawet wyjdzie na zdrowie. W końcu turyści przyjeżdżają na łono natury po to, żeby zapomnieć o cywilizacyjnym zgiełku wielkich miast, a nieraz wszystkim co się z tym wiąże korkami na autostradach, barach z szybkim żarciem, hałaśliwych wyciągach i nartostradach na każdym pagórku, wielogwiazdkowym luksusie. Więc dajmy im to ciszę lasu, gdzie nie słychać nawet szczekania psów, niezatrute jagody, grzyby, możliwość spotkania dzikiego zwierza z bliska i z daleka oraz tradycyjne polskie "dzieńdobry" na szlaku. Jakoś tak się utarło, że jadąc do kogoś "w gości" akceptuje się obyczaje gospodarza (w niektórych dalekowschodnich świątyniach chodzi się boso, a nawet nie wpuszcza turysty, w Indiach krowy na drodze zawsze mają pierwszeństwo) to i w Polsce tak postępować należy. Tak więc zachodni turysta przyjeżdżając do naszego kraju niech nie narzeka, że nie ma Autobahn za każdym rogiem, nartostrad na każdej górce i McDonalds na każdej ulicy, ale niech przemieszcza się tak, uprawia taką turystykę i akceptuje taką kuchnie jaka dla danego kraju jest tradycyjna i w nim praktykowana, bo przecież po to się podróżuje, żeby poznać obce kraje, a nie żeby widzieć wszędzie to samo i tak samo. A my gospodarze zadbajmy o sprawny, bezpieczny i punktualny transport zbiorowy, bazę turystyki nie niszczącej środowiska i uczmy się języków, a turystów polskiego.

Rozumiem, że już dawno po audycji, nie wypowiedziałem się na wszystkie tematy. Domyślam się, że mail mój pewnie nie będzie nigdzie wykorzystany, bo nie ma ku temu okoliczności, ani też nie sprzyja słuchalności. Rozumiem, że postawa moja dla wielu jest zbyt kontrowersyjna, ale staram się wypowiadać z punktu widzenia dzikiej przyrody. Przez co jak zwykle głos mój będzie tylko "wołaniem na Puszczy", ale mimo to postanowiłem się odezwać z nadzieją, że wniosę cokolwiek nowego do sposobu rozumowania osób nie stykających się na codzień z problemami środowiska naturalnego.

Sebastian Sobowiec