Jak w władze administracyjne miasta chronią  środowisko przyrodnicze

Dolina cieku Bażantarka czeka na objęcie jej ochroną prawną

Aby chronić środowisko przyrodnicze nie wystarczy mieć wiedzę sozologiczna, ale potrzebna jest jeszcze wrażliwość na piękno najdoskonalsze, dzieło Stwórcy – Przyrodę. Ale jest wprost tragicznie, jeśli jednego i drugiego nie mają ci, którzy zajmują się ochroną środowiska przyrodniczego, bo Natura jest skomplikowaną i subtelną materią. Ale niestety administracja na wszystkich szczeblach niejednokrotnie uważa ochronę przyrody jako coś mało istotne i nie bardzo potrzebne, czyli jak „piąte koło u wozu”.
Nie tak dawno, może dwa lata temu, pisano w regionalnej prasie o „wielkiej” akcji porządkowaniu cieków wodnych Białegostoku w wykonaniu władz miejskich. Do akcji przystąpiono wiosną. Ludzie uzbrojeni w odpowiedni sprzęt wycinali nadbrzeżną roślinność i odmulali (czyt. pogłębiali) dna cieków wodnych. W tym czasie niszczono gniazda ptasie (to był przecież okres lęgowy) i roślinność wodną wzbogacającą wodę w tlen, który z kolei przyśpiesza proces samooczyszczania. Po zaprotestowaniu członów Białostockiego Klubu Ekologicznego i miłośników przyrody, ten proceder przesunięto na okres letni. Do dziś tkwi w mojej pamięci wypowiedz pełna zachwytu osoby prowadzącej tę akcję, „że niedługo w rzece będą ryby”. A gdzież te ryby będą żyły, kiedy w czasie odmulania usunięto roślinność wodną „porządkowanych” cieków? Czyżby ta osoba nie uczyła się biologii. (Ależ tu nawet nie trzeba być biologiem, aby to zrozumieć, że życie zwierząt jest związane z roślinami, tylko absolwentem szkoły podstawowej). Zwierzęta odżywiają się roślinami, w nich rozmnażają się i chronią się przed niebezpieczeństwem; rośliny dostarczają im tlenu. Jak nie będzie nadbrzeżnych i wodnych roślin to i nie będzie zwierząt z nimi związanych. To będzie martwa rzeka.
I takie cieki wodne po tej akcji wyglądały jak po rewolucji: z mętną wodą utrzymującą się długi czas, z łysymi nadbrzeżami - ależ nie do końca – bo „ozdobione” uwidocznionymi i pozostawionymi śmieciami.

Kilka tygodni temu postanowiłem umyć ręce w jednym z dopływów rzeki Białej. Zaczerpnąłem wody w dłonie i siła jej woni odrzuciła moją głową. I z cuchnącymi rękoma szybko wróciłem do mieszkania, by pozbyć się smrodu.
Ta cuchnąca woda płynie do rzeki Białej, w której „niedługo mają pojawić się ryby”, nieprawdaż? Nasuwa mi się pytanie skąd zrodziła się taka myśl w głowie osoby „zatroskanej” o środowisko przyrodnicze.
Wydaje mi się, że akcję porządkowania cieków należy rozpocząć właśnie od likwidacji źródeł zanieczyszczeń.
Ale akcją Wydziału Ochrony Środowiska UM objęty został i to nie raz ciek Bażantarka, co spowodowało również obniżenie poziomu wód w dolinie i zmianę szaty roślinnej ustalonej w przeszłości. Takie „porządkowanie” groziło również i dopływowi tej rzeczki ciągnącemu się wzdłuż osiedli "Zielone Wzgórza" i części - "Słonecznego Stoku", ale sprzeciw logicznie myślących i kochających dziką przyrodę oddalił zagrożenie. I ta część doliny bardzo cenna przyrodniczo - z bogatą szatą roślinną, bo z około trzystoma gatunkami roślin naczyniowych (w tym łany roślin objętych ścisłą ochroną, chociażby storczyków szerokolistnych, plamistych, oraz kruszczyków błotnych), z którymi związane jest życie ponad 40 gatunków ptaków chronionych ( to dużo jak na ten niewielki obszar bagien i mokradeł) - miała być zniszczona.
Taki wyrok na ten dopływ Bażantarki i jej dolinę miał zapaść dlatego, że rzekomo zamulenie jego utrudniało odpływ deszczówki z ul. Lnianej i Upalnej, ulic położonych na skraju doliny i oddalone ponad sto metrów od omawianego cieku i znajdujące się kilkanaście metrów powyżej jego lustra. Być może protest BKE nie przyniósł by skutku, gdyby nie to, że – jak później okazało się – przyczyną złego odpływu deszczówki w czasie intensywnych opadów deszczu (mieszkańcom wspomnianej ulicy pojawiała się woda w piwnicach) była zmniejszona drożność rurociągu odprowadzającego wodę, bo ktoś nawrzucał śmieci do studzienki rewizyjnej. Czyli „mocne” uzasadnienie miejskich ochroniarzy środowiska zostało podważone.
Zastanawiam się, czy to miał być zamach na cenną oazę natury Białegostoku, czy niewiedza, lub brak wiary w to co mówią miłośnicy i znawcy przyrody? Nieprawdopodobne! A jest przecież Konwencja o różnorodności biologicznej podpisana przez Polskę w czerwcu 1992 roku podczas konferencji „Szczyt Ziemi” w Rio de Janerio. Konwencja ta każe chronić tereny bogate w gatunki roślin i zwierząt. A takim właśnie terenem jest i  dolina cieku Bażantarka.
Ale tak, pomimo, wielu walorów przyrodniczych tych mokradeł,  torfowisk i nalegań ugrupowań proekologicznych, ekologów i biologów, ta część doliny cieku Bażantarka nie otrzymuje statusu użytku ekologicznego i jest zaśmiecana, niszczona jest jej gleba i wycinane są drzewa.  Co roku wiosną wypalana jest sucha roślinność (miejsca bytowania i rozrodu zwierząt).
Dolina cieku Bażantarka to jest przecież doskonałe laboratorium przyrodnicze, nadające się do wykorzystania w nauczaniu biologii i ochrony środowiska w szkołach Białegostoku – miasta, które jest stolicą „Zielonych Płuc Polski”. Nawet Instytut Biologii, chętnie by skorzystał z tej bazy dydaktycznej, która – można by powiedzieć – jest w „zasięgu ręki”. Przecież chcemy mieć następców rozumiejących funkcjonowanie przyrody i wrażliwych na jej piękno. I właśnie wtedy nie będziemy mieli problemów z ochroną najdoskonalszego dzieła – przyrody. Bo obecnie (...)„Ministerstwo Ochrony Środowiska, Zasobów Naturalnych i Leśnictwa ocenia, że już teraz potrzeba w samorządach około 30 tyś specjalistów z dziedziny ekologii. W tej chwili miejsca te są zajęte przez ludzi nieprzygotowanych, z brakiem wiedzy, złymi doświadczeniami a zwłaszcza bez wewnętrznych przekonań ekologicznych. Czynią oni liczne błędy, w tym błędy zaniechania – nie wykorzystywania rozległych możliwości działania na rzecz ochrony środowiska”. (...)
(...) „Dziś zbyt często szafuje się argumentami ekologicznymi, chcąc załatwić jakąś sprawę. Z drugiej strony nasze najważniejsze kwestie ekologiczne uzgadniają marni urzędnicy”. (Perspektywy listopad 1999 s. 10 i 11).
Tu przytoczę również fragment wypowiedzi przyrodnika prof. L. Tomiałojcia zamieszczonej w czasopiśmie Las Polski (23/99) na s. 21: „Polska polityka ekorozwoju realizowana jest przez biologów-ekologów. Brak ich w polityce, planowaniu, administracji ministerstw, województw, powiatów. Są za to „znachorzy ekologiczni”. Odbiologizowana administracja przez ochronę środowiska rozumie tylko jej oczyszczanie, co powoduje niezrealizowanie programów biologicznej ochrony i odtwarzania, reintrodukcji, powiększania obszarów chronionych, biologicznego monitoringu stanu przyrody, edukacji prośrodowiskowej. Wobec rażącej nierównowagi sił we władzach ochrony przyrody jest niedorozwinięta kadrowo i „zagłodzona” finansowo”. Tak jest i obecnie. Czy tak musi być i w Białymstoku – stolicy województwa, które zostało obdarzone cudowną przyrodą. Białystok jest bazą wypadową dla miłośników przyrody przybywających tu niemal z całego świata. Właśnie mieszkańcy Białegostoku powinni być szczególnie uwrażliwieni na piękno natury. A taką wrażliwość należy wyrabiać w szkołach u młodych ludzi na zajęciach prowadzonych w terenie. I właśnie, takim terenem i „zbiorem” ekosystemów jest dolina cieku Bażantarka.

Władze Białegostoku odpierają nalegania objęcia ochroną doliny cieku Bażantarka rzekomą niemożnością wykupienia tego terenu (choć ten warunek nie jest konieczny).
Okazało się, że to nie jest prawdą, co potwierdza wypowiedź Ewy Siemieńczuk – zastępcy dyrektora Zakładu Nieruchomości PKP, którą zamieścił Kurier Poranny z 1.03.99 w artykule "Bażantarka szuka mecenasa": „ - Nikt tam ( czyt. na spotkanie poświęcone dolinie cieku Bażantarka ) nas nie zaprosił, choć wypadałoby, bo jesteśmy w tej sprawie stroną (...) Jesteśmy otwarci na wszystkie propozycje prezydenta Białegostoku. Najbardziej realnym rozwiązaniem jest przekazanie nieruchomości w zamian za umorzenie zaległych podatków PKP. Mamy już doświadczenie z podobnymi porozumieniami, niestety, z innych miast niż Białystok.
- Gmina nie zapłaci ani złotówki, bo wszystko odbędzie się na szczeblu skarb państwa – władze PKP. Potrzebne jest jednak porozumienie między prezydentem, a dyrekcją naszego zakładu – wyjaśnia dyrektor Siemieńczuk."


BKE ma nadzieję, że sprawie doliny cieku Bażantarka prezydent Białegostoku w końcu dojdzie do porozumienia z PKP, o ile uważa, że jest to niezbędne do wydania decyzji objęcia ochroną tej cennej przyrodniczo doliny.
Mamy również nadzieję, że problem rozwiąże przypływ dobrej woli - której obecnie brakuje władzom miasta - i zrozumienie potrzeby ochrony przyrody w mieście doprowadzi do tego, że jeden z najcenniejszych przyrodniczo terenów w mieście - jaką jest dolina  cieku Bażantarka - zostanie objęty ochroną.

zwieros@op.pl