Karol Tylenda: Las trzeba wyciąć. Mieszkańcy: Nie pozwolimy

 

Cięcie pod Krywlany

 

Prawie 80 hektarów Lasu Solnickiego pójdzie pod topór, żeby rozbudować lotnisko na Krywlanach. - To barbarzyństwo, zakładamy komitet protestacyjny - zapowiadają okoliczni mieszkańcy.

 

Przypomnijmy, że samorząd wojewódzki chce wyłożyć do 13 mln zł na budowę pasa startowego i zabudowania portu lotniczego. Na Krywlanach mogłyby lądować samoloty typu ATR 42, zabierające do 40 pasażerów. Karol Tylenda, członek zarządu województwa, zapowiada, że lotnisko powstanie do końca roku. Już w marcu Rada Miejska Białegostoku ma przyjąć uchwałę o przekazaniu tych terenów pod inwestycje.

Przygotowany projekt przewiduje dwa warianty budowy lotniska i pasa startowego. Z bliższej analizy projektu wynika, że w każdym wariancie trzeba będzie wyrąbać do 75 hektarów lasu, żeby samoloty mogły wystartować i wylądować bez zaczepiania o wierzchołki drzew. Będą to tak zwane strefy "nalotu" i "dolotu".

Do "Porannego" w ostatnich dniach zgłosiło się wielu okolicznych mieszkańców, którzy sprzeciwiają się rozbudowie lotniska na Krywlanach. Plany wycinki drzew doprowadzają ludzi wręcz do furii.

- Las Solnicki jest zielonymi płucami Białegostoku - mówi Janusz Więcko. - Wycięcie tak wielkiego obszaru to barbarzyństwo. Jestem zszokowany, że władze nic na ten temat nie mówią.

- W Lesie Solnickim mieszka wiele zwierząt: sarny, dziki, jelenie - mówi Małgorzata Kondratowicz, wiceprezes spółki Barter. - Tu wypoczywają setki białostoczan. Kto dzisiaj buduje lotniska w granicach miasta? Wszędzie reklamujemy się jako stolica Zielonych Płuc Polski, a tu nad głowami mieszkańców będą lądowały samoloty. To absurd.

Bernard Banaszuk, szef wydawnictwa "Benkowski", mieszka w podbiałostockich Olmontach. Zapowiada, że w najbliższych dniach zostanie powołany komitet protestacyjny. - To lotnisko, które jest, niech dalej funkcjonuje po jakimś drobnym liftingu. Ale nie może być zgody na wycinkę lasu.

Lasem Solnickim, który chce wyciąć Tylenda, zarządza nadleśniczy Nadleśnictwa Dojlidy, który podlega Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych w Białymstoku. Tymczasem - jak ustalił "Poranny" - Urząd Marszałkowski nie prowadził ani z nadleśnictwem, ani z RDLP żadnych rozmów w sprawie wycinki lasu.

 

OPINIE

Karol Tylenda, członek zarządu województwa podlaskiego: To za dużo powiedziane, że ten las ma być wycięty. Wiek drzewostanu w strefie dolotu i nalotu samolotów ma być obniżony z 70-letniego do 40-letniego. Czyli jak las zostanie wycięty, to ten teren od razu zostanie obsadzony niższą roślinnością. Znowu zostaną tam posadzone sosny, które po 40 latach znów zostaną wycięte i posadzone nowe.

Jeśli komuś wszystko przeszkadza, to może nic nie róbmy. Może zasadźmy las na całym lotnisku i będziemy mieli wtedy samą naturę i przyrodę.

 

Marian Blecharczyk, wiceprezydent Białegostoku: Cóż, w sprawie lotniska zostaliśmy postawieni jako władze Białegostoku pod ścianą. Urząd Marszałkowski postawił nas przed wyborem albo lotnisko na Krywlanach, albo nic. Topolany z góry zostały odrzucone. Jednak lotnisko na Krywlanach ma istotne plusy. Najważniejszy, że jest realna szansa na to, że powstanie. A Białystok potrzebuje lotniska.

Nie wiem jaką decyzję podejmie Rada Miejska w sprawie przekazania terenów pod budowę lotniska. Czy przeważą tutaj kwestie biznesowe, czy też ewentualne sprzeciwy i protesty mieszkańców.

 

  Zbigniew Nikitorowicz

22.02.2005 r.

 

Czytaj dalej