Do redaktora myśliwego

 

Połączyć myśliwską fascynację przyrodą z wiedzą o niej

 

W pierwszej wkładce zatytułowanej : "Brać Warmińsko-Mazurska" pod redakcją Ryszarda Dobka zamieszczonej w "Braci Łowieckiej",  październik 1999, przeczytałem krótki tekst "Fascynacja przyrodą". Autor ukrywający się pod pseudonimem "red." napisał takie zdanie:

"Za pomocą pióra, kredki lub farby potrafi przenieść na papier ciekawy pejzaż, ptaki i zwierzęta".

Szanowny Panie "red.", domyślam się, że Pan tylko fascynuje się przyrodą ożywioną bez rozumienia jej i "patrzy na nią jak wół na malowane wrota", bo Pan jej nie zna. Skąd takie domniemanie? Otóż ten, kto choć trochę zna przyrodę ożywioną, to nigdy nie napisze "ptaki i zwierzęta". I  taka osoba, która nie zna  podstawowych taksonów systematyki, to i nie zna przyrody i na pewno - jej funkcjonowania. Czy taki ktoś może pisać w czasopiśmie przyrodniczym, za które to uważa się „Brać Łowiecka”? Aby pisać dobrze o przyrodzie ożywionej, to sama  fascynacja ją, to zdecydowanie za mało; błędów rzeczowych nie poprawi komputer i potem będzie brzydko.

Nie dobrze, że odkrył się Pan już w pierwszej wkładce "BW-M" – pokazał się Pan od strony negatywnej. Pan jako myśliwy  nie może nie wiedzieć, że ptaki i ssaki to są zwierzęta; tego  uczą w pierwszej klasie szkoły podstawowej na lekcjach „Środowiska”. Wobec tego, jakim cudem zdał Pan egzamin wstępny  na członka PZŁ, organizacji, która zgodnie z ustawą o prawie łowieckim ma zajmować się również ochroną przyrody?! Jak można chronić przyrodę nie wiedząc, że ptaki należą do świata zwierząt?! (A może zalicza Pan ptaki do roślin, bo one też rosną?). To są zwierzęta, które latają, śpiewają, znoszą jaja, polują na drobne bezkręgowce ( np.: owady, ślimaki, pierścienice, nicienie, które również zliczamy do zwierząt).

- Jeżeli nie chcemy mieć problemów z ochroną przyrody w przyszłości, to musimy zacząć edukację przyrodniczą dzieci  już w przedszkolu - tak powiedział niedawno jeden z ministrów ochrony środowiska w czasie dyskusji w programie trzecim PR. – Powinniśmy dzieci wyprowadzać w teren i pokazywać im rośliny i zwierzęta, zapoznawać z ich nazwami i wyjaśniać im, dlaczego te gatunki można spotkać tu a nie w innym biotopie.   

Jeszcze raz pytam Pana, jak można zajmować się ochroną przyrody i tego nie wiedzieć?! Nie mogę tego pojąć!

Wydaje mi się, że rozszyfrowałem również i Pana pseudonim. Słowo „red.” kojarzy mi się z „red” pisanym małą literą i występującym w słowniku angielskim i tłumaczonym: „czerwony; przen. krwawy”. Kolor czerwony kojarzy się nam z minioną formacją społeczno-ekonomiczną, a krwawy – z relaksem myśliwych. A może jeszcze Pan jest zwolennikiem minionego ustroju i  krwawym hobbystą, czyli nemrodem. Jeśli wszystko się zgadza, to Pan jest mistrzem w dobieraniu pseudonimów. Ale, słyszałem, że ostatnio niezbyt przychylnie patrzy się na zaśmiecających angielszczyzną mowę polską.

 

 Ja, Pana z takim poszanowaniem własnego języka i z taką znajomością przyrody nie dopuściłbym do składu redakcyjnego czasopisma nawet podającego się za  przyrodnicze, a oprócz tego zaproponowałbym opuszczenie  PZŁ do czasu zdania ponownie  egzaminu!

Uważam, że nie tylko myśliwy, ale i każdy człowiek, jako istota najmądrzejsza na kuli ziemskiej, powinien podziwiać przyrodę ze zrozumieniem, co niewątpliwie również odróżnia go od zwierząt i to najwyżej zorganizowanych.

 Poznawszy Pana przygotowanie biologiczne, proponuję więc Panu zajrzeć do podręcznika biologii lub nawet - „Środowiska”  ze szkoły podstawowej, czyli – inaczej mówiąc – do  krwistej czerwieni dodać tyle zieleni by ona dominowała,  a potem ponownie  chwycić za pióro, by pisać o przyrodzie. I spod pańskiego pióra będą wychodziły  teksty bez karygodnych błędów, za które nie trzeba będzie się czerwienić. Tak, Panie „red.”. Śmie twierdzić, że nawet po takim przygotowaniu  kontakt z przyrodą ożywioną będzie przyjemniejszy, ptaki i ssaki nie będą z rozkoszą zabijane. 

Z poważaniem

Kryspin Paskowski