Naruszanie własności prywatnej w czasie polowań                

 

Polowania odbywały się za rządów PRL- u i obecnie odbywają się na terenach prywatnych bez zgody ich właścicieli.

Zacząłem szukać zgodności z obecnie obowiazującym prawem tych działań odbywających się dziś na ziemi rolnika.

W odpowiedzi na jedno z pism skierowanych do okregowego PZŁ przez  znajomego rolnika dowiedziałem się, że myśliwy może polować na terenie prywatnym, ponieważ – zgodnie z obowiązującym prawem łowieckim – ziemie rolników zostały również włączone do obwodów łowieckich.

A Konstytucja RP chroni własność prywatną. I tu – moim zdaniem – jest niezgodność z prawem ramowym.

Ale dyrektor Wydziału Rolnictwa i Środowiska Urzędu Wojewódzkiego, pod którego podlega komórka łowiecka napisał w piśmie, że naruszanie własności prywatnej przez myśliwych w czasie polowań jest zgodne także i z Konstytucją RP, ponieważ polowania są zabiegami ochronnymi, czyli służą środowisku przyrodniczemu i są priorytetowe względem prawa własności.

Zastanawiam się więc, jaki to związek z ochrona przyrody mają polowania?

Myślę, że taki, jaki mają polowania zapewniające - zgodnie z Prawem łowieckim –  myśliwym walory estetyczne i podtrzymanie tradycji łowieckich.

Wobec tego, jak można usprawiedliwić myśliwego zabijającego np. kuropatwy na polu rolnika bez jego zgody? Czy tenże myśliwy też chroni przyrodę zabijając te, sprzyjające rolnikowi, zwierzęta?

A sprawa bezpieczeństwa w miejscu pracy?

Czy rolnik jest człowiekiem niższej kategorii i jego nie obowiązuje kodeks pracy?

Niestety, rolnik, domagający się wyłączenia jego gospodarstwa z obwodu łowieckiego,  na to odpowiedzi nie otrzymał.

Natomiast prezes okręgowego PZŁ napisał, że warunkiem wyłączenia jego gospodarstwa z obwodu łowieckiego jest ogrodzenie go w sposób trwały ( 20 ha z lasem). Sic!!! Tu powołał się na art. 26 pkt 4 Prawa łowieckiego.

A dyrektor wspomnianego wydziału napisał w piśmie, że ogrodzenie prywatnych łąk, gruntów ornych i lasów nie może  spowodować wyłączenia ich z obwodu łowieckiego. I tu on także  przytoczył art. 26 pkt 4 Prawa łowieckiego.

Pan dyrektor, jako równocześnie osobą znająca się na funkcjonowaniu przyrody ( meliorant), poparł rolnika pisząc, że ogrodzenia powodują fragmentacje ekosystemów – są przeszkodą migrującym dzikim ssakom. To było niemalże zdecydowane zaprzeczenie „interpretacji” art. 26 pkt 4 dokonanej przez pana przewodniczącego jednostki PZŁ.

Nie długo po tych oficjalnych wypowiedziach obu panów odnalazłem w Internecie także oficjalną wypowiedź Rzecznika Praw Obywatelskich  prof.  Andrzeja Zolla zamieszczoną w „Gazecie Prawnej” z dnia 18 grudnia 2003 r., według której to „ Polowania na nieruchomościach prywatnych powinny odbywać się za zgodą właścicieli tych terenów”.

Wspomniany rolnik (właściciel) – dowiedziałem się od niego osobiście – zgody nie dawał na włączenie jego ziemi do obwodu łowieckiego, a jego użytki rolne, zgodnie z art.26 pkt 4 Prawa łowieckiego, są terenem przeznaczonym na cel gospodarczy – produkcję żywności. To zapewne wyczytał i wie dyrektor wspomnianego Wydziału Rolnictwa i Środowiska i  prezes jednostki PZŁ w Białymstoku. Ale im obu zależy na tym, by była zapewniona im - chyba też myśliwym - swawola, by mogli nadal rozkoszować się zabijaniem dzikich zwierząt, zaspakajać swoje atawistyczne popędy, popędy niegodne Homo sapiens. Ale nadszedł czas by z tym skończyć. Wielu myśliwych będzie musiało zrezygnować z tej krwawej zabawy, zabawy ludzi, którzy odziedziczyli cechę po prymitywnych przodkach – chęć zabijania dzikich ssaków i ptaków. A takich  nisko oceniają psycholodzy ( „Zdrowie psychiczne człowieka” napisane pod redakcją Kazimierza Dąbrowskiego), których to może zdyscyplinować chyba tylko dobrze stosowany ( egzekwowany)  bicz prawa.

zwieros@op.pl