Tasiemiec bablowcowy lisi - czy aż tak niebezpieczny?

Mit o dużym zagrożeniu bąblowicą lisią.

Bąblowcowy straszak

Mit bąblowcowy prysł jak bąbelki na wodzie.

 

Przed zbiorami czarnych jagód (jagód borówki czernicy) i owoców  poziomki pospolitej telewizja poinformowała, że „zbierającym” ( zrywającym) te pierwsze owoce ( być może i drugie) zagraża choroba pochodzenia zwierzęcego, której sprawcą jest  maleńki robak płaski (płaziniec) - tasiemiec bablowcowy lisi.

(…) Forma dojrzała ( tego zwierzęcia) mierzy zaledwie 2,13 mm. Żyje głównie u lisów, ale również spotyka się go u psów i kotów. (…) Larwy u ludzi usadawiają się przede wszystkim w wątrobie. (…) (Z.KaweckiZoologia stosowana ).

 Kiedyś moja znajoma, która bardzo rzadko chodziła do lasu, zachorowała na bąblowicę. Badania wykazały, że bąblowiec usadowił się w wątrobie. Okazało się, że jaja tego robaka do swego organizmu wprowadziła w czasie kontaktowania się ze swoim długoletnim pupilkiem – psem. A ileż to jest psów bezpańskich i nieodrobaczanych. Nieprawdaż?

Człowiek bardzo często kontaktuje się z psami i kotami. Jego obcowanie z tymi ssakami jest bez wątpienia zdecydowanie częstsze niż z lisami fermowymi, a na pewno bardzo rzadkie - z lisami żyjącymi w naszych lasach (tu mam przede wszystkim na myśli myśliwych zabijających te ssaki – swoich konkurentów).

Wobec tego zastanawiam się, skąd zrodziło się tak duże zagrożenie dla człowieka ze strony lisów?  A może to kolejna próba myśliwych uwiarygodnienia siebie w społeczeństwie lub też próba wyrugowania przez  plantatorów  borówki amerykańskiej swoich konkurentów? Być może nawet jest to również „sporządzenie tych dwóch pieczeni na jednym rożnie”, gdyż – domniemywam – przeniesienie jaj tego pasożyta za przyczyną lisów (z kału zwierząt) jest tak prawdopodobne jak to, że na pieszego wędrującego poboczem jezdni najedzie samochód, prowadzony np. przez kierowcę gapiącego się na urocze panienki,  bo – wydaje mi się – wypadki takie podawane są w mediach nie częściej niż zachorowania na bąblowicę lisią. Nieprawdaż? Czyli z tego nasuwa się taki wniosek: nie chodzić bo samochody zagrażają życiu człowieka lub zlikwidować te pierwsze (sic!!!).

Zastanawiam się więc, dlaczego media nie zaproponowały zlikwidowania wszystkich wałęsających się i nieodrobaczanych psów i kotów ( sic!), z którymi wielu żyje na do dzień, skoro istnieje taka zachorowalność na tą bąblowicę i prawdopodobieństwo przeniesienia od tych drapieżników tego czynnika chorobotwórczego do organizmu człowieka jest zdecydowanie większe?

Odpowiedź na to pytanie nie sprawi dużego kłopotu  Czytelnikom, przeciwnie niż, być może kupionym, autorom przesadnego ostrzeżenia,  przesadnego - co potwierdziła również jedna z miejscowych placówek „sanepidu” w woj. podlaskim.

 

I nie ma złego co by na dobre nie wyszło ( ale nie wszystkim, bo tylko „odważnym”): Cieszą się z dużej ilości zebranych czarnych jagód i poziomek, bo w tym roku przy korzystnej pogodzie obrodziły wyjątkowo bardzo dobrze. 

Krzysztof Pawłowski

krispa@go2.pl 

Do strony głównej